
Rozważania o czekoladzie, a konkretnie o ich etykietach. Dostałam od szefa czekolady, które posiadały etykiety z radami dla alergików. Niestety takie cacka są produkowane w Polsce, ale przeznaczone na zagraniczny rynek. Rozważania na temat: "zawiera śladowe ilości...".
Zimno, szaro ponuro - źle się pracuje. Ostatnio siedzimy grzecznie w biurze z Iwoną, każda w głębi ducha pragnie by czas szybciej leciał. Zimno, szaro, ponuro - źle się pracuje. Ostatnio siedzimy grzecznie w biurze z Iwoną, każda w głębi ducha pragnie, by czas szybciej leciał. Po chwili wraca, a na naszych biurkach kładzie miniczekolady. Trafił w dziesiątkę! Przy takiej pogodzie tylko czekolada ratuje organizm. Zjadłyśmy smakołyk szybko, więc szef stwierdził, że da nam więcej kalorii. Znowu wyruszył w krótką trasę i zarzucił nam czekoladkami. Szef jest łasuchem i ma zawsze kilka pod ręką. Co ciekawe, niektóre z nich są produkowane w Polsce i eksportowane za granicę. Opakowania niby podobne do tych krajowych, ale kobiece czujne oko wypatrzy, że z tyłu różowymi literami wypisano Allergy advice (tak w moim tłumaczeniu rady dla alergików). Ciekawe, bo na polskich czekoladkach nigdy czegoś takiego nie widziałam. Etykieta mówi mi, że czekoladka zawiera mleko i soję. W przepisie (recepcie) nie zawiera orzechów, ale nie mogą zagwarantować, że produkt wcale nie zawiera orzechów. Hmmm trochę dziwnie brzmi, bo niby są te orzechy, czy nie? Z pomocą przychodzi informacja o fabryce. Jest jasno określone, że zanim ruszyła produkcja tej czekolady, wcześniej pracownicy używali sprzętu do robienia smakołyka zawierającego orzechy. Stąd logiczny wniosek, że jakaś część orzechów (tzw. śladowe ilości) mogły się dostać do produktu, który przed chwilą zjadłam. Od razu przypomniały mi się polskie etykiety i słynne "może zawierać śladowe ilości orzechów arachidowych." Postanowiłam zbadać polskie czekolady, więc szef użyczył mi przedmiotów badawczych (jeden właśnie teraz zjadam). Porównałam dwie czekolady - "Merry Madagaskar" (Trumpf Mauxion Chocolates, mleczna, produkowana za granicę 15 g) oraz dwie polskie (Wedel, 100 g, gorzka i Terravita, 250 g, deserowa amaretto z morelami).
Co zauważyłam:
- czekolady przeznaczone na polski rynek mają wielkie opakowania z mikroskopijnymi literkami, a czekoladka "Mery Madagaskar", zaprojektowana za granicę, jest o wiele mniejszych gabarytów, a jakimś cudem lepiej widać litery (Polskie są prawie niewidoczne!),
- na "Mery Madagaskar" jest wyraźnie zaznaczona informacja o radach dla alergików - a na Wedlu czy Terravicie nie ma nic zaznaczone (trzeba przeszukać całe opakowanie).
Czekoladki Trumpf Mauxion Chocolates z radami dla alergików, z daleka nawet nieźle widać napisy:)
Wniosek:
Alergicy kupujący czekolady w Polsce powinni posiadać niezły wzrok (lub niezłe okulary) i czytać do końca skład produktu (tam się znajduje informacja o śladowych ilościach). W czekoladach uczulają różne składniki. Czekolady mogą zawierać m.in. śladowe ilości:
- glutenu,
- mleka,
- orzechów arachidowych i innych orzechów,
- białek pszenicy.
Czekolada, na którą przygotowałam niezły zoom, by było widać, że zawiera śladowe ilości...
Tak sobie myślę, że chyba mało kobiet kupując dla pociech słodycze zwraca uwagę na etykiety. Podobno czekolada często uczula maluchy. Może wystarczy zmienić rodzaj smakołyku (np. na ten nie zawierający śladowej ilości glutenu), by dziecko nie odczuwało dolegliwości? Ja bym w życiu nie wpadła na to, że w czekoladzie gorzkiej z Wedla mogą znajdować się śladowe ilości białek pszenicy.
W Polsce producenci słodyczy nie mają obowiązku specjalnie oznaczać informacji dla alergików. Być może w niedługim czasie to się zmieni - wejdą np. jakieś normy unijne. Póki co, mogliby chociaż popracować nad czcionką tekstu etykiety, bo to skutecznie blokuje jej przeczytanie.
A teraz czas na kosteczkę... mniam! Szef nas rozpuszcza;)

Co jest najważniejsze w mieszkaniu alergika? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, ale wiadomo, że podstawą jest uwolnić się od alergenów. Dlatego temat ten traktujemy tak szeroko i z różnych stron:
